poniedziałek, 18 czerwca 2012

Rozdział ósmy


Bardzo często narzekamy na nasze rodzeństwo. Kiedy jednak nie ma go z nami, jest nam cholernie smutno i pusto. Miałam kiedyś siostrę bliźniaczkę. Z zewnątrz byłyśmy niemal identyczne – obydwie miałyśmy długie, kręcone brązowe włosy, oczy w kolorze morza, pełne różowe usta oraz twarze upstrzone licznymi piegami. Nasze charaktery różniły się jednak diametralnie.  Natalie była grzeczna, ułożona. Nieśmiała, bardzo delikatna. Bała się mówić ludziom przykre rzeczy, starała się, żeby ludzie, którzy ją otaczają byli szczęśliwi. Doskonale potrafiła udawać, że wszystko jest dobrze mimo, że wewnętrznie czuła się rozdarta.  Nie dało się jej nie kochać. Była po prostu idealna. Świetnie się uczyła, wzorowo zachowywała. Była skryta, nie potrafiła po prostu powiedzieć, co leży jej na sercu.  Ja z kolei jestem żywiołowa. Nie ukrywam swoich emocji. Nieważne, czy to kogoś zrani, czy nie, mówię ludziom prawdę, ponieważ nie lubię owijania w bawełnę. Tak samo jak ona, potrafię jednak dobrze grać. Przez całe dzieciństwo obie wmawiałyśmy ludziom, że nasze siniaki pochodzą od naszej nieuwagi, roztargnienia, które skutkuje spadaniem z huśtawki i tego typu rzeczami, a nie od naszych rodziców – alkoholików. W szkole dawałam sobie radę, ponieważ miałam doskonałą pamięć. Czasami czułam się nie fair przez to, że Natalie dostaje swoje wspaniałe oceny za to, że poświęcała swój wolny czas na naukę, a mnie zaś wystarczało troszkę uważać na lekcji. Kochałam ją najmocniej na świecie. To moja wina, że już jej nie ma, że nie żyje.
Wyjechałyśmy  z klasą na wycieczkę nad morze. To były pierwsze nasze wakacje, w które gdziekolwiek wyjechałyśmy. Miałyśmy wtedy po 15 lat. Cieszyłyśmy się jednak jak dzieciaki, kiedy zobaczyłyśmy cudowną, spienioną, delikatnie błękitną otchłań morską. Piaszczysta, złota plaża, bezkres wody, turkusowe niebo i my. Wyjechałyśmy na dwa tygodnie, nie wiedziałyśmy jednak, że wycieczka skończy się dużo wcześniej niż miała. Chodziłam wtedy z pewnym chłopakiem – Philipem. Miał 18 lat i obiecał, że przyjedzie w to samo miejsce, w którym się znajdowałyśmy. Mieliśmy zrobić imprezę… W pierwszy dzień nic się nie działo, cały czas siedzieliśmy na plaży, a ja robiłam zdjęcia. Mijały wtedy dokładnie dwa lata odkąd zaczęłam interesować się fotografią. Przez bardzo długi okres czasu zbierałam pieniądze na zakup dobrego aparatu. Stałam wtedy z moim Canonem w dłoniach i robiłam zdjęcie mojej siostrze. Chciałam uchwycić wszystkie emocje znajdujące się na jej niewątpliwie ślicznej twarzy. Radość spowodowaną wyjazdem, a także odrobinę goryczy, że rodzice musieli zostać bez niczyjej opieki. Nie chcę jednak opisywać tego wszystkiego, sprawia mi to ogromny ból. Starałam się wtedy zapamiętać nawet najdrobniejszy szczegół jej twarzy, sposób, w jaki układała usta podczas uśmiechu, to jak marszczyła czoło kiedy się nad czymś usilnie zastanawiała.
Nie wiedziałam, czemu to robię, przecież jej twarz będę widziała jeszcze przez wiele, wiele lat. Nie miałam pojęcia, jak bardzo się myliłam, kiedy to myślałam. Kiedy Natalie znajdowała się przed obiektywem, jej wrodzona nieśmiałość znikała. Nie pozowała jednak sztucznie, po prostu zachowywała się naturalnie, tak jak zwykle. Było widać, że kocha to robić i czuje się wtedy wspaniale.  Dwie siostry bliźniaczki, które tylko w obecności aparatu mogą być sobą. Niesamowite, czyż nie? Kiedy ją fotografowałam, myślałam tylko o tym, jak bardzo i ją kocham, a także zastanawiałam się, czy w ogóle istniała możliwość, byśmy mogły kiedyś bez siebie żyć. Byłyśmy do siebie bardzo przywiązane, jeśli jedna coś zrobiła, druga, mimo strachu potrafiła zrobić to samo. Gdy wpadałyśmy w kłopoty, zawsze starałyśmy się wyciągnąć siebie nawzajem z tego całego ‘bagna’, by tylko jedna z nas miała karę. Każda z nas brała wtedy winę na siebie, żeby tę drugą łagodniej potraktowano. Tak, miałyśmy rodziców, jednak ich miłością był alkohol. Tylko to ich obchodziło – jak skombinować pieniądze na kolejną butelkę wódki, która tak czy inaczej była opróżniana w zastraszającym tempie. Wiele naszych koleżanek i kolegów narzekało na nadopiekuńczych rodziców, których pierwszym pytaniem dnia było „Jak było w szkole?”. My jednak wiele byśmy wtedy oddały, żeby nas także witało takie pytanie, zamiast standardowego, upiornego „Masz kasę?!”, potęgowanego oddechem nasyconym alkoholem.  Nami nikt się nie interesował, mogłyśmy przez trzy dni nie wracać do domu, a ludzie, którzy byli nazywani naszymi rodzicami nic sobie z tego nie robili. Dla nich po prostu nie istniałyśmy. Gdyby była taka możliwość, zapewne adoptowaliby butelki, razem z ich niszczącą zawartością. Tak – dla mnie alkohol niszczył. Niszczył miłość, zaufanie… Nienawidziłam go, tak samo jak nienawidziłam kobiety, która nas urodziła i mężczyzny, który „wychował”, jeśli można tak to nazwać.  Dla mnie byli niczym, byli słabi, byli ludźmi, którymi można się tylko i wyłącznie brzydzić. Wiem, brzmi to okropnie, ale to prawda.  Ja i Nats miałyśmy swój świat, do którego starałyśmy jak najrzadziej się ich dopuszczać. Od małego potrafiłyśmy gotować… Nauczył nas tego dziadek. To on pokazał świat, wpoił w nas miłość. Kochałyśmy go z całego serca. Ja nadal go kocham, moja siostra także. Kto wie, czy teraz właśnie z nim nie rozmawia? Tam, na górze musi być cudownie…  Mam nadzieję, że po śmierci człowiek nadal ma wspomnienia. Tak, wierzę w życie po śmierci, mimo, że może wydawać się to głupie.
 W pięć dni potem nareszcie przyjechał Philip. Nie był jednak sam, zabrał ze sobą kilku kolegów. Byłą to sobota, więc oczywiście zrobił imprezę na plaży. Ognisko, gitary... alkohol. Nie miałam potem odwrotu, po prostu musiałam tam zostać. Nasi opiekunowie mieli to wszystko za niewinne spotkanie integracyjne. Po kilku godzinach, kiedy chłopacy obrzydliwie zaczęli przystawiać się do dziewczyn, pomyślałam, że pora znaleźć Natalie i wracać do ośrodka. Muzyka grała głośno, więc nic nie robiłam sobie z wrzasku który usłyszałam. Myślałam, że tylko mi się wydawało… Szłam wzdłuż brzegu morza, wiał bardzo silny wiatr, a mojej siostry nigdzie nie było. Zaczęłam się bać, szczególnie, że nadal słyszałam krzyki, coraz bardziej odległe i rozpaczliwe. Zaczęłam poważnie się bać… Wtedy to się stało. W oddali zauważyłam postać. Postać, która znajdowała się około 500 metrów ode mnie,  strasznie daleko. Nagle domyśliłam się kto to jest. Strach mnie sparaliżował, nie mogłam się ruszyć.  Nie mam pojęcia, jakim cudem Nats mogła znaleźć się tak daleko od brzegu i dopadła mnie straszliwa myśl, że już się tego nie dowiem. Starałam się jednak to od siebie odpędzić, najważniejsze było ją uratować. Zaczęłam wrzeszczeć do ludzi, żeby zadzwonili po pomoc, a sama rzuciłam się do morza. Byłam świadoma tego, że ona panicznie boi się głębokiej wody. Nie było szans na to, by dotknęła stopami dna. Wrzeszczałam do niej żeby się uspokoiła, położyła na wodzie, bo pomoc zaraz nadejdzie, a sama płynęłam do niej, pomimo wielu ogromnych fal. Myślałam tylko o tym, by dotrzeć do mojej siostry… Usłyszałam sygnał karetki, zdawałoby się, że wszystko będzie dobrze.  Chwilę potem nadeszła fala, która zabrała Nats pod wodę… Mimo to płynęłam, przez cały czas. Chciałam, żeby do cholery w końcu wypłynęła na powierzchnię, z trudem, ale żeby po prostu wypłynęła. Żeby przeżyła. Nic takiego jednak się nie stało. Poczułam  silne ramiona jednego z ratowników, który holował mnie do brzegu. Sprzeciwiałam się temu, chciałam do niej wrócić, złapać ją za rękę, reanimować. Chciałam, by to, co powoli zaczynało do mnie docierać było nieprawdą… Musiałam jednak to przyjać do wiadomości – Natalie, moja kochana Natalie, jedyne co trzymało mnie przy życiu odeszła… Mój ból był tak silny, że nie mogłam płakać, upadłam po prostu na piasek, wijąc się z rozpaczy. Nie mogłam w to uwierzyć. Chwilę później zobaczyłam zespół nurków wyruszający na poszukiwania jej ciała… Po zaledwie 20 minutach znaleźli je… To musiała być jakaś cholerna pomyłka – moja cudowna, prześliczna Nats nieruchomo leżała obok mnie. Spojrzałam na jej usta, które już nigdy nic nie powiedzą, nie ułożą się w tym promiennym uśmiechu, który wszyscy uwielbiali… Jej oczy, te, które zawsze cieszyły się z ładnego widoku, zdjęcia, które zrobiłam specjalnie dla niej były teraz puste, zupełnie bez wyrazu… Uszy, uszy, które nie usłyszą muzyki, którą żyła. To było przerażające. Jednym delikatnym ruchem zamknęłam jej powieki. Wyglądała wtedy jakby zasnęła. Powiedziałam tylko „Śpij dobrze, kochanie.”, po czym zemdlałam, trzymając jej bezwładną dłoń.

19 komentarzy:

  1. Świetny rozdział ♥ Zapraszam również do mnie :) http://imagineandstoryabout1d.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję <3
      biorę się za czytanie :D

      Usuń
  2. aww. jak ty świetnie piszesz, uwielbiam tego bloga :) super opisałaś śmierć Nathalie. Informuj mnie o nowych rozdziałach na @callmeaudreyyy lub na youreinsecure.blog.onet.pl :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jejciuu, dziękuję ♥
      ok, oczywiście, że będę :D

      Usuń
  3. Bliźniaczka ?! Kobieto jesteś genialna ! Wielbię cię za tego bloga :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahah, zmuszanie Cię do skomentowania zawsze spoko :D
      no, ale uznam to za szczerość, więc dzięki x
      jutro na polaku piszemy nowe rozdziałyy :3

      Usuń
  4. jej świetne to opowiadanie *__*

    OdpowiedzUsuń
  5. ASIA, POWIEM CI JEDNO - JESTEŚ IDIOTKĄ. >.<
    WEŹ PRZESTAŃ TAK ZAJEBIŚCIE PISAĆ, BO SIĘ OBRAŻĘ. XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kochanie, podnosisz mi tym samoocenę xD
      no ale cóż, dziękuję, huhuh *-*

      Usuń
  6. jej, potrafisz wzruszyć, serio ;) w tym opowiadaniu jest coś magicznego...taki spokój ,że tak powiem.
    Historia która bohaterka opowiedziała o swojej siostrze jest smutna i taka , kurde sama nie wiem już co pisze. xD po prostu brak słow ;)
    gratuluje rozdziału ;)
    hard-to-know

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boże, cudownie się czyta takie komentarze, aż sama nie wiem co powiedzieć.. ;)
      dziękuję xx

      Usuń
  7. zajebiste * __ *
    masz talent dziewczyno .

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziewczyno, masz naprawdę wielki talent! Śmierć tej dziewczyny została przez Ciebie dobrze opisana, a trudno jest opisać taką scenę, wiem z własnego doświadczenia. Pozdrawiam i życzę weny.
    Zapraszam także do siebie: http://is-breathing-for-this-moment.blogspot.com/ . : )

    OdpowiedzUsuń
  9. mega!
    + zapraszam do mnie: http://dopokibede.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Przepiękny rozdział, blog, pomysł na to wszystko. Czytając prolog i pierwsze kilka rozdziałów, prawie płakałam! Boże, raz już tak miałam, czytając bloga o tym jak Louisa w opowiadaniu uśmiercono. Płakałam. Płakałam. Płakałam. Teraz śmiertelnie chciałabym, abyś kontynuowała tego bloga, bo zaczynam go bardzo lubić. Pisz, proszę Cię.
    Kochamm, xoxo

    @AleksLloyd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jezu, nawet nie wiem co powiedzieć, więc po prostu powiem, że dziękuję. Cudownie jest czytać takie opinie, naprawdę.
      Obiecuję, że będę pisać, po prostu przez wakacje chciałam trochę odpocząć. :>

      Usuń